Pamiętniki z Hajfy 47


Kolejna część zapisków Dany Keren, która mieszkała w Izraelu w latach sześćdziesiątych, potem wyjechała do Kanady i kilka lat temu zrobiła ponownie aliję do Izraela.

W tę ortografię trzeba się wczuć…

Remont i inne przyjemnosci

Urlop w wojsku skonczyl sie i trzeba bylo wrocic do domu na przesluchanie i sprawozdanie z wypelnionej misji – czyli do remontu. Chyba skrocilam sobie zycie o 5 lat minimum przez ten pieprzony remont. Jako jedyna rencistka w budynku, jestem rowniez jedyna osoba w domu w ciagu dnia. Bylam na zawolanie robotnikow, kontraktora, kierownika pracy. Kawusia, ciasteczka, kawusia, ciasteczka – dostarczalam codziennie. A potem dopiero zaczelo sie pieklo nr. 1. Brud, halas, mycie domu pod cisnieniem. A potem nr. 2. szpryc, szpryc, szpryc!!! Musialam najpierw zakryc moje ukochane przepiekne doniczki. Prawie mi sie udalo. I co ja Wam powiem, to sie nazywa po hebrajsku: arabska robota. Maluja drzwi – zamalowuja zamek. Szpryc na kratach wyglada az ochen wej. Ale kto to widzi??? Tylko ja. Na pierwszy rzut oka dom wyglada super. Nawet klatke schodowa nam wypucowali i zewnetrzne swiatla zainstalowane. Wszystko zrobione na 85-93%.

haifska 1 29.8.16

haifska 2 29.8.16

Jestesmy wdzieczni, ze nie zrobili nam z budynku tego…

haifska 3 29.8.16

Jade do supermarketu. Jest zimno jak w Torontowie. Ja jestem opatulona. Siadam na laweczce przystanku autobusowego, a kolo mnie czlowiek, mozna ew. powiedziec, ze grubas, siedzi w cienkiej koszuli z krotkim rekawem. Ja na ten temat ani mru ani audiu. Zaczelismy rozmowe na temat telefonow komorkowych (promieniowanie), autobusow, policji, ju nejm it. Nawet wymyslil (sam mi sie tym pochwalil), bardzo dowcipne powiedzenie po hebrajsku, ktore bylo oparte na grze slow. Gdyby byla kara za zbyt szybkie gadanie, to on by ta kare dostal. I znienacka on mi mowi: gdyby mi bylo zimno, to bym byl cieplej ubrany. No to ja mu odpowiadam: tak i myslalam, Ty mi chodzisz po muzgu! On byl mocno uradowany tym genialnym wnioskiem. Przyjechal moj autobus. Wchodze i mowie kierowcy, ze uratowal mnie, bo zamarzlam na sopelek na przystanku, a u niego w autobusie tak cieplutko. No, to od razu sie dowiedzialam, ze kierowca autobusu ma urodziny w tym miesiacu, Pogratulowalam mu. Potem on kichnal – zyczylam mu zdrowia i dlugich lat zycia. Potem on mi powiedzial, ze dwa tygodnie przedtem urodzila mu sie dzidzia. Wyciagnal telefon i pokazal mi zdjecie dzidzi – to wszystko w czasie prowadzenia autobusu. Ja jestem totalnie niewinna, wszystkiego podziekowalam mu za cieplo. No, kontynuujemy. Wchodze do supermarketu. Moj (znajomy juz, a jakze) rzeznik, ma rozne zadania, kiedy nie rzeznikuje. Wiec stal przy lodowce z chumusem. Aa, mowi rzeznik, jak siemasz. Swietnie, odpowiadam mu, szukam chumus. Och, odpowiada rzeznik, ja robie chumus sam, w domu (uprzedzam czytelnikow, ze on tak na temat wszystkiego – robi sam) – i od razu opowiada mi jak on to robi, z jakich skladnikow on robi, itp. Potem mi opowiada, ze ma cukrzyce. No kidding, facet wazy mniej wiecej, tak na niewycwiczone oko – 355 kilogramow. Czy proponowali Ci, zebys stracil pare kilogramow, pytam sie b. delikatnie. Ja nie moge, odpowiada rzeznik. Jedyny raz kiedy stracilem na wadze, to bylo w szpitalu. Oho, odpowiadam – nie odpowiadalo Ci szpitalne jedzenie?! Nie, odpowiada. Stracilem 10 kg. w ciagu tygodnia (ja nic nie mowie, ale gdyby tak stracil 100 kg. to moze by byl lepszy ze tak powiem efekt) No, i dopiero teraz zaczelam robic to, co mnie wyslalo z domu – czyli zakupy. Ale chociazby sie rozgrzalam.

Moj sasiad Wania, ten sam, ktory mnie raz poprosil, zebym mu zrobila zakupy i zamowil sobie 4 ogorki, 2 pomidory i 1 kg czerwonego miesa – prosi mnie od czasu do czasu, w ramach sasiedzkiego wspolzycia, o takie rzeczy jak 0.5 szklanki oliwy, czarna kawe na 1 kubek kawy, 10 kg. ziemi (takiej do kwiatkow). On hoduje pomidory, i dlatego potrzebuje ziemie. Pewnego dnia Wania dzwoni do mnie i prosi o klucz na dach, tylko na pare minut! Przyszedl, wzial klucz i wrocil po paru minutach. Po czym sie mnie spytal, czy moze zajrzec do moich doniczek. Oczywiscie, odpowiadam mu. Jego wiewiorka uciekla, i on jej szuka na dachu i w moich doniczkach. Szuka, szuka i nic. Z lekkim i oczen delikatnym zdziwieniem pytam sie go-Ty hodujesz wiewiorki??? On wyciaga telefon i pokazuje mi zdjecie wiewiorki, bez wlosow i wielkosci jego dloni. To jest wiewiorka?! pytam sie. Tak, mowi Wania, to jest latajaca wiewiorka. NO NIE! Tak, tak, mowi Wania, ona ma skrzydla. Czyli jak olbrzymi nietoperz??!! Tak, mowi Wania. Sluchaj no Wania, gdyby taki latajacy gryzon przelecial kolo mojego okna, to ja bym dostala ataku serca! No, ale wiewiorka wybrala wolnosc i jak narazie nie ma gryzoni ani psow w budynku.

Pesach, dzieciaki maja wolne, dziadkowie i babcie musza wypelnic szeregi odpowiedzialnych doroslych. Tatus mojego wnuczka przywiozl mi tegoz wnuczka do domu i odjechal do swojej pracy. Za jakis czas wyruszylismy w droge do kina. Zeby dojsc do kina trzeba przejsc przez dwa punkty kontroli granicznej, czyli szukaja terrorystow. Za kazdym razem jak zblizalismy do tego punktu, mowilam wnuczkowi, ze panowie w kamizelkach chca wiedziec czy on jest dobry chlopczyk. Panowie w kamizelkach dogadzali mi i pytali sie wnuczka: czy Ty jestes dobry chlopczyk? Bardzo zaaferowany wnuczek odpowiada – TAK – i juz, nas przepuszczali. Jedziemy winda na ostatnie pietro, a do windy wchodzi facet, ktory tez z nami czekal. W Kanadzie by czekal w ciszy i spokoju ducha. Ale jak on widzi bapcie z wnuczkiem, to sie pyta: dokad?, potem mi grzecznie naciska na odpowiedni guzik. Poczym zwraca sie do dziecka: pilnuj bapci! Trzymam wnuczka za raczke przez caly czas, bo sie boje, ze on tez sprobuje wybrac wolnosc. Docieramy do kina, kupujemy bilety, a potem popkoren na film. Wnuczek wybral Robinson Crusoe. To sie okazal byc film rysunkowy, pelen jakichs kotow, ktore miauczaly jak szakale i wszystko bylo takie glosne, ze wsadzilam sobie zatyczki do uszu, i sie usadowilam w. b wygodnym fotelu, w ciemnosci. Film sie skonczyl a wnuczek mowi do mnie: Savta! – zasnelas trzy razy! Teraz idziemy na gwozdz programu czyli McDonald’s. Wnuczek wybiera najwspanialszego hamburgera i chips, i rowniez sok jakblkowy w kartoniku. Ja sobie szybko kupuje falafla i siadamy do uczty. Otworz mi pudelko, prosi wnuczek. Ja probuje. W Kanadzie slomki do pudelek z sokiem maja na koncu szpic. Tutaj jest tylko slomka, szpica nyet, obwod slomki jest wiekszy niz dziurka. Mimo to probuje i probuje i probule. Nici z tego. W koncu, zrozpaczona, wzielam klucz, przebilam ta dziurke, wsadzilam slomke i podalam ukochanemu wnuczkowi. Popatrzyl sie na mnie z politowaniem i mowi: moj Tata robi to w try miga! Kwantum krytykier, yaani. Jedziemy do domu. Po takiej podrozy musze wejsc do lazienki. Oswiadczam wnuczkowi, ze ide do lazienki, zeby sie nie przestraszyl jak mnie nagle nie bedzie. On jest stale myslami gdzie indziej, wiec chcialam uniknac tragedii i katastrofy. Jak wyszlam to on sie mnie pyta: gdzie bylas, w ubikacji odpowiadam, co tam zrobilas? OK THEN!

Ide do sklepu. Jak zwykle pan, ktory pracuje w owocach i jarzynach pomaga mi: wrecza mi rozne rzeczy i mowi – to jest twoje.Tlok jest w sklepie niemozebny, bo trzeba zrobic przedswiateczne zakupy tylko po to aby moc potem zrobic swiateczne zakupy. Trzeba sie przepychac – ja jak zwykle uprzejmie prosze o odsuniecie sie. Jeden pan natychmiast schodzi mi z drogi, i bardzo mnie przeprasza. Nie moglam pojac za co on mnie przeprasza (to tylko w Kanadzie wszyscy sie przepraszaja wzajemnie). Potem mam nastepne spotkanie z uprzejmym panem w kolejce do kasy. On mnie znowu przeprasza. Za co tym razem? pytam sie go? On mi wskazuje palcem na rozne ciasteczka i inne spaghetti, ktore on kupuje. Dlatego on mnie przeprasza. Mowie mu, ze jak narazie to wszystko jest koszerne, Pesach jest dopiero za tydzien. Nie, on mi odpowiada,  juz teraz. I ze dostanie objechanie od zony. Wytlumaczylam mu jednak, ze choc kalendarz to nie jego zona, ale kalendarz ma racje, swieto ma jeszcze tydzien czasu i on moze swoje przeprosiny wycofac.

 Na przystanku autobusowym byly dwie okraglutkie panie, dorosla corka i doroslejsza mama. Przepchnely sie do autobusu i usiadly w moim rzedzie. Obok mnie usiadla moja Mama.  Okraglutkie panie zaczely glosno rozmawiac. Moja sasiadka, aka moja Mama, zwrocila sie do mnie i mowi: Ty to widzisz?! – wskazujac na glosne pulchne sasiadki – co to za zachowanie!, co to za wychowanie! Popatrz sie, teraz one zaczna rozmawiac przez telefon! Jak ta matka uczy swoja corke?!, i dlaczego one sa takie grube? One powinny mniej jesc, a nie zapychac swoich twarzy za pomoca Bamba. No, jak by moja Mama zmartwychwstala i usadowila sie kolo mnie. MIlutko mi sie na sercu zrobilo.

Seksualna wojna podjazdowa (tlumaczenie sexual harassment prosto ze slownika) – w Izraelu. W polskim jezyku nie posiadaja tej terminologii. W moich poszukiwaniach zauwazylam, ze „Sexual harassment is not a criminal offence” (w Polsce) – wiec rozumiem dlaczego tak trudno znalezc jakies skrocone tlumaczenie. Pewnie w Polsce mezczyzni trzymaja swoje rece w kieszeniach. Moim zdaniem wojna podjazdowa b. dobrze okresla to zjawisko. To sie chyba zaczelo jakis rok temu. Najpierw wywalili z pracy 10-ciu albo 12-tu komendantow policji za ta seksualna wojne podjazdowa. Jako, ze ci przestepcy byli wszyscy zonaci, to oprocz tego mieli rowniez problemy na domowych pieleszach. Potem zaczely sie oskarzenia wojskowych. Jak tylko jakis wojskowy zostal kandydatem na wysokie stanowisko – zaczely anonimowe panie skladac skargi z powodu seksualnej wojny podjazdowej. Ale jak juz doszlo do anonimowych oskarzen o seksualna wojne podjazdowa przeciwko ministrowi turyzmu, ktory  zostal zamorodowany i spoczywa w grobie od 15 lat – osiagnieto szczyt tej sztuki. 

Wyklocalam i goraczkowalam sie o to by w MSW dali mi zgode na zmiane imienia mojego ojca z Benedykt na Benzion. W koncu, po 6-ciu wizytach w MSW, gdzie mi powiedziano, ze coprawda znalezli dowod na to, ze moj ojciec zmienil swoje imie spowrotem na Benzion – musze im udowodnic, ze jestem corka mojego ojca. Dobrze, ze nie mam siostry prostytutki. Dostalam wiec instrukcje od wielkiej pani dyrektorki, aby przetlumaczyc moje polskie dokumenty na hebrajski, napisac list przewodni i przefaksowac to fszystko na nich numer (“przefaksowac”to jest slowo, ktore przeszlo do jezyka polskiego prosto z jezyka hebrajskiego – lefakses). Ja bardzo chytrze przeslalam list rowniez do Ministra Spraw Wewnetrznych i zaznaczylam to w CC (do wiadomosci). Pech chcial, ze dwa dni po wyslaniu emaila, Minister Spraw Wewnetrznych podal sie do dymisji bo zostal oskarzony przez anonimowe panie o … podjazdowa wojne seksualna. Po miesiacu zadzwonila do mnie bardzo niezadowolona i naburmuszona urzedniczka i powiedziala mi, ze MSW zgadza sie zalatwic moje podanie pozytywnie. _Ale_ mowi urzedniczka zranionym tonem –  zmienie imie Twojego ojca z Benedykt na Benzion tylko i wylacznie w Twoim Dowodzie Osobistym. A o co ja, za przeproszeniem prosilam?! Ja sie tylko pytam. Boje sie myslec o tym co bedzie jak bede odnawiac paszport.

Jak Wam juz mowilam, w ciagu dnia ja jestem jedyna zywa dusza obecna w budynku. W zwiazku z czym w pewnym momencie mojego izraelskiego zycia – bylam zmuszona wyjac z mojego rachunku bankowego 3 tysiace nie moich szakali – i potem je oddac remonciarzowi. On mial przyjsc nazajutrz po pieniedziory wiec bylam niejako zmuszona do szybkiej akcji. Wiedzialam gdzie jest filia mojego banku w drodze powrotnej od lekarza. Weszlam tam – i cos mi ten bank dziwnie wygladał. Niby wszystko jest na innym miejscu, ale nie wyglada na to, ze zrobili jakis remont! Wiec rozgladam sie, widze jakichs ludzi i pytam sie: gdzie sa kasy? Tam wskazuja palcem ludzie. No dobrze. To ja sobie usiadlam i grzecznie czekam az mnie wezwa. Doczekalam sie, podaje milej pani wszystko co potrzeba i mowie: poprosze wydac mi 3 tys. nie moich szakali. Ona sie na mnie patrzy i odpowiada: my nie mamy pieniedzy. Ja Was Fszystkich Oczen Pardon!!!!! – co to znaczy nie macie pieniedziorow? Hallo, tu bank?! Nie mamy pieniedziorow i jusz, odpowiada. My nie jedna filia, ktora sie juz usprawnila. Ze Co??!! Bank bez pieniedzy to usprawnienie? Ja siedze, i patrze sie na pania bankierke z opadla szczeka i otwarta buzia (to taki wyraz niedowierzenia). Po krotkiej (chyba) chwili, bankierka mi mowi: tylko dla Ciebie, totalnie wyjatkowo, dam Ci teraz karte bankowa na ktorej jest 3 tys. szakali. Masz tu tajny kod i wyjmij pieniadze. GDZIE SIE PODZIEWAJA TE CHOLERNE PIENIEDZIORY! – ja sie grzecznie pytam. Na zewnatrz!, wskazuje mi bankierka, Tam sa 3 maszyny, ktore wydaja pieniadze grzecznym ludziom. Jestem wstrzasnieta, no, ale dziekuje za wyjatek zrobiony dla mnie i robie co kazali – i o dziwo maszyna mi dala 3 tys. nie moich szakali i ukradla karte-cud. Ja nie wiem jak ja to przezyje.

Przyjechal kolega z Torontowa aby sie tu u nas osiedlic na stale. Oprocz wizyt do Ministerstwa Zapisu Ludnosci, wzielam go rowniez na wizyte do Bituach Leumi czyli Instytucja, ktora  zapewnia (czasami) obywatelom panstwowe ubezpieczenie – ew. Ale na fszelki wypadek trzeba sie zapisac. Szczegolnie, ze kolega ma dostateczna ilosc lat, zeby dostac rente dla starszych staruszkow. Przy wejsciu do budynku stoi ochrana. A przed nami panienka wykloca sie na glos z ochraniaczem, ze NYET! – ona swoich skrzypiec w futerale NYE odstawi do jakiegos tam schronu dla futeralow i innych pudelek. Czy Ty wiesz jakie to drogie skrzypce?! krzyczy potencjalna klientka Bituach Leumi – przywiazlam z CCCP!. Musisz odlozyc do magazynu, inaczej Cie nie wpuszcze, odpowiada ochraniacz. Nagle nas zauwazyl i zaprosil do wejscia. Nie mielismy przy sobie zadnych pudelek. Ja ich przeciez znam. Wchodcimy do budynku, nie ma tlumow, nie ma Informacji po srodku sali – co to?! Maja jakas kolejke, bardzo sprawna, docieramy do okienka (bez uprzedniego czekania w kolejce, zeby dostac numerek do kolejki) – i panienka wrecza nam formularze. Te same formularze, ktore koles juz wydrukowal z internetu i wypelnil. Teraz iddzcie do pokoju nr. 24! – aha! – chociazby to sie nie zmienilo. Na drzwiach pokoju nr. 24 w dalszym ciagu stoi jak byk – Pokoj Nr. 25. Poczulam sie w domu. Sprawnie mu wypelnili wszystkie formularze, ktore on juz przedtem wypelnil i odeslali nas. Krecimy sie, krecimy poj dolnej stronie Haify, dzwoni telefon (moj). Pan Sharet (czytaj Sherrit), musi dostarczyc kopie wypisu z kanadianskich rent, i przeslac faxem. Ja juz nie moge od tego usprawnienia. Co to za porzadki????

Mossad (czytaj Maccabi, Kasa Chorych i Nieszczesliwych) – przeszedl samego siebie. Normalnie to oni do mnie dzwonia i przypominaja mi o tamtym czy owamtym, bo jeszcze nie pokapowali, ze ja mam Calendar App. Ale dzis, Maccabi – najlepszy mossad w kraju – dzwoni do mnie, na moj wlasny komorkowy telefon w sprawie w.wymienionego kolesia z Torontowa i zawiadamia mnie ze koles ma spotkanie u dentysty w Tel Avivie. Ja mysle, ze nawet Amazon.com nie jest taki dobry w tym jak Maccabi.

Zaprosilam speca od klimatyzacji. Przy ostatnim remoncie przedluzyli mi rure A/C do innego kącika i po wielu miesiacach kolega na drabinie zauwazyl to:

haifska 4 29.8.16

Bylam bardzo obruszona i poprosilam Avi, zeby sprawdzil A/C na lato i, zeby naprawil ten burdel, ktory tamci zostawili. Avi przyszedl, ogladnal, wyczyscil mi wszystkie filtry –  o istnieniu dwoch z tych filtrow w ogole nie mialam pojecia. Potem on sie delikatnie pyta: jak bardzo Ci przeszkadza ten burdel, ktory Ci tamci zostawili? No coz, odpowiadam,  ja tego nigdy nie widze, to jest za lodowka i poza szafkami nad lodowka. Ale przeciez cale powietrze wylatuje tam zamiast byc tam gdzie trzeba. Nie, mowi Avi, coprawda oni poszli na latwizne zamiast  zrobic porzadna robote, ale z tych dziur w scianie zadne powietrze nie wychodzi. Moge Ci to wszystko zrobic tak jak powinno bylo byc zrobione od samego poczatku, ale po co Ci to? Tu nastaw tak, tam nastaw odwrotnie, naciskaj na ten guzik a nie na tamten – i juz wszystko bedzie ok. OK Avi, odpowiadam – chcesz kawe? NIe, nie, tylko wode. Wzial 200 szakali zamiast 2000 szakali i jeszcze przed wyjsciem mi powiedzial, zebym go pamietala przy roznych robotach. A co jeszcze umiesz, pytam sie. Hydralike, Elektrycznosc i rozne takie. Czyli wszystko. Zupelnie zapomnialalam, ze przeciez w kraju cudow i cudeniek, wszyscy wszystko wiedza. Przed wyjsciem nawet mi powiedzial jak uzywac ta plastikowa poduszke z kolcami aby sobie wyrobic lepszy balans. Nie nadaremnie jak Polanim dokotwiczyli do Haify, natkneli sie na duzy szyld z napisem: Tu madrym nie bedziesz! i oczywiscie, nastepna prawda stale przekazywana z ust do ust: nie wazne ile sie bedziesz uczyc – umrzesz glupolem.

Wsiadlam wczoraj do autobusu w drodze do supermarketu. Natychmiast starsza pani (ale mlodsza ode mnie) spytala sie mnie czy chce usiasc kolo niej, od razu sie zgodzilam. Niby dlaczego nie. Autobus stoi. Po kilku minutach widzimy jak mloda kobieta wynosi chodzik i rozklada go na chodniku. Potem wraca do autobusu i pomaga starszej pani, ktora nie jest w stanie sie samodzielnie utrzymac na nogach – przejsc przez caly autobus, zejsc z autobusu, poczym pomaga jej ustabilizowac sie z chodzikiem. Mlodsza pani wraca do autobusu i jedziemy. Kierowca nie byl nawet zirytowany. Rozmowa z moja sasiadka byla najpierw na temat tego co sie stalo, potem o tym jacy wdechowi ludzie sa w Izraelu. Ja bardzo chwale mlodziez. Mimo, ze ta mlodziez mi stale wytyka moj starszy, wrecz stary wiek – ale to tylko w celu pomocy. Sasiadka mowi, ze ona pracuje w osrodku do pilnowania dzieci po szkole. I opowiada mi, ze jedno dziecko tam, w wieku 3 lat – odpowiada jej: zamknij sie! Ty niczego nie decydujesz. O malo z krzesla nie spadlam. Zgodzilysmy sie, ze wszystko zalezy od wychowania, po czym ona mi opowiada, ze ona jest z rodziny 8-smiorga dzieci. Uau, odpowiadam, w mojej rodzinie coprawda babcia miala 7-mioro dzieci, ale…..

Wracam taksowka i czelawiek  pan kierowca jest wyraznie starszy staruszek. W radio idzie piosenka diwy piosenkarskiej, nazywa sie Margol. Kierowca mowi, ze on stracil do niej caly szacunek jak ona zaczela sie zadawac z opryszkami i o malo nie posadzili jej w ciupie. Ja tez jej nie uwielbiam, szczegolnie od czasu demonstracji o „sprawiedliwosc spoleczna”, kiedy to ona najpierw sie opowiedziala przeciw, ale szybko ja zakrzyczeli i ona juz sie opowiedziala za.

Ale ta piosenka, ktora szla w radio jest fantastycznie super, i dam Wam tez jej posluchac

Jeszcze nie spotkalam takiego taksowkarza, ktorego nie uwielbiam.

Krece sie po supermarkecie, i jakas pani mowi do mnie: probuje zgadnac co bedziesz gotowac. No i? do jakich wnioskow doszlas, pytam sie? Widze duzo zdrowych rzeczy, jarzyny, owoce, ale nie widze zadnego jedzenia!!! – czyli miesa!. No, jest troche zoltego sera, ale to nie jest mieso! – co fakt to nawet i uwda.

Dotarlam do kolejki. Pani, ktora stoi za mna zaczyna rozmowe w czasie kiedy kasjerka probuje mi sprzedac mecyje – jakies ohydne czekoladki. Sasiadka z kolejki stwierdzila, ze widac, ze nie jadam takich rzeczy i ze mam w ogole same zdrowotne artykuly spozywcze (sic!). No, to jej odpowiadam, ze nie tak latwo utrzymac wage. Tak, dobrze rozumiem, twierdzi sasiadka z kolejki, ktora poniekad jest juz po przejrzeniu mojego wozka – my jestesmy w samym wieku. Dumnie stwierdzam, ze mam 70 lat. Ja tez! odpowiada pani. Kasjerka mnie uswiadamia: Faddi jest tutaj, porozmawiaj z nim. Faddi to moj spozywczy kurier. Wiec, skoro go nie widze, wolam: Faddi! Jestem, odpowiada Faddi. Ja jestem tutaj – wolam. A ja jestem tez tutaj odpowiada Faddi, juz przy mojej kasie. Jak sie udal slub Twojego brata? – pytam sie kuriera Faddi. Fantastycznie! Popatrz na zdjecie panny mlodej. Pieknosc! mowie. Kasjerka tez chce ogladnac. Sasiadka z kolejki zaczyna sie smiac – tak sie u nas odbywaja rozmowy z ludzmi. Ano, mowie jej. Ja to zauwazam przy kazdej izraelskiej rozmowie, serce sie raduje!

Doczekalismy sie! Mamy teraz Kalashnikow-Israel. Produkowany w Izraelu i sprzedawany do …USA (miedzy innymi). Rosjanie biadola dlaczego to nie oni usprawnili tego Kalashnikowa, a Izrael. Glowna czesc (nazwana tutaj Alpha) jest rosyjska, a wszystko inne jest ulepszone, usprawnione itd. Poniewaz Izraelczycy zawsze sie bardzo spiesza, wiec aby moc szybciej mowic, skracaja slowa i wyrazenia. I tak Kalashnikow zamienil sie na Kalach. Ja tylko mowie.

Wsiadam do autobusu. Kierowca ma nastawione radio i idzie jakas piosenka. Nagle pani, ktora siedzi bezposrednio za kierowca, zaczyna bardzo glosno spiewac razem z piosenka i jeszcze achc i oachac na czesc tej wspanialej piosenki. Po czym wstaje i zaczyna tanczyc w rytm i wywijac dupskiem i rekoma, no i nie przestaje wrzeszczec – to wszystko w czasie jazdy. Jakas pani wychodzi na nastepnym przystanku i przechodzac mowi do tanczacej baby: zaczelas swoj ranek od picia (alkoholu)? Tlusta tancerka wrzeszczy, ze ona wogole nie pije. Ja wtracam moja uwage: no bo sie wydzierasz, ze az mnie uszy bola. Powiedziala mi, ze jestem ganz meszigene (potrafila dopasowac uwage wedlug oszacowania mojego aszkenazyjskiego pochodzenia, yaani.

Wychodzac zyczylam kierowcy shabat shalom i mocnych nerwow.

Poszlam na plaze. Siedze sobie spokojnie w fotelu i pilnie obserwuje fale morskie. Z mojej prawej zjawia sie para starszych ludzi. Rozmawiaja po rosyjsku. Pan zdejmuje szorty i zostale w szwimkach. Po czym zdejmuje koszule i okazuje sie brzucho, jak gdyby pan byl w ciazy. Pani usiadla i zaczela porzadkowac torby. Po czym zaczela sie przygotowywac do wejscia do morza. Zdejmuje bluzke. Oczom wprost nie moglam uwierzyc, bo zostala w blekitnym biustonoszu. Potem ona zdejmuje spodnice i zostaje w …. blekitnym bikini, z ktorego wylewaja sie tony tlustego ciala. Po czym zaklada na glowe blekitny gumowy czepek. Ten czepek to juz mnie totalnie dobil. Jeszcze sie spytala, czy ja bede tam siedziec. Tak, powiedzialam, dopilnuje Twoich toreb. Za kazdym razem jak ona cos powiedziala, musialam prosic o powtorzenie. Pomyslalam sobie, ze moj russkij jazyk pogarsza sie, zamiast sie poprawiac z czasem. Mam nowa proteze, mowi pani blekitne bikini. Jeszcze nie jestem przyzwyczajona do niej i trudno mi nowic. Uff! – jednak to nie ja. Tylko ona.

Wracajac z Kasy Chorych i Nieszczesliwych natknelam sie na staruszke starsza nawet ode mnie. Stala z aura niepewnosci na okolo siebie. Czy moge Ci w czyms pomoc, pytam sie? Probuje zdecydowac czy wejsc na ulice po schodach czy tez pojsc na okolo i wejsc po rampie. Tlumacze jej, ze schody sa wygodne, bo plytkie i jest pelno poreczy. Natomiast na rampie to ona sie najwyzej natknie na samochod, ktory tam zjezdza. Pomoge Ci wejsc, mowie jej. No i tak powolutku dotarlysmy do ulicy. Drepczemy sobie wzdluz ulicy, az zesmy prawie doszly do pobliskiego skrzyzowania. Nie chce jej porzucic, wiec tlumacze, ze tam po drugiej stronie ulicy jest sklep i, ze ja ide tam kupic sukienke. Ty idziesz kupic sukienke??? Tak, odpowiadam. Ja tez kupie sukienke, odpowiada bardzo stara staruszka. Staruszka miala swietny gust, i obydwie kupilysmy ta sama sukienke, w tym samym rozmiarze. Sukienka byla na uroczystosc z okazji narodzin wnuczka mojej sasiadki. Okazalo sie, ze bylam wyraznie overdressed. Nie tylko, ze z sufitu wisialy balony w ksztalcie smoczka, kolory blekitno-niebieskie. Ja jeszcze tyle tlustych bab nie widzialam naraz wjednym miejscu. Minimum wagi 253 kg. Im grubsza tym mniej materialu miala na sobie. Gwozdziem programu byl Bogie Yaalon, byly Minister Obrony. Okazalo sie, ze jego dziadek i dziacek mojej sasiadki byli bracmi. Wiedzialam, ze ma byc, ale nie zauwazylam, zeby wszedl. Musial to zrobic jak bylam w ubikacji.  Za to natknelam sie na niego wychodzac. Stalam wsrod rodziny, bo przyjechalam z sasiadka i jej siostra, wiec musialam z nimi wracac. Bogie wyraznie nie wiedzial co ja tam robie, wiec sie do niego slodko usmiechnelam i powiedzialam “Mazal Tov”!

Slowniczek nowych hebrajskich slow:

Dominizacja

Dunald Trump

Edikcja

Evulucja (od ovulacji??)

Ketegorya

Naplam – (za rozszyfrowanie tego slowa bedzie nagroda)

Prespektiva

Pashkevil

Yad Vashem Testemoneys

Partacz

Smarkacz

Chaltura.

Ostatnie trzy slowa uzywane sa wymiennie.

Z pola walki o sprawiedliwosc spoleczna i o wesole zakupy, donosi,

Danka

Source: Pamiętniki z Hajfy 47