Kiedy „barbarzyńca” jest zbyt uprzejmym słowem na palestyńskiego terrorystę


Po ujawnieniu 2 sierpnia, że palestyński student inżynierii jest terrorystą aresztowanym dwa tygodnie temu za planowanie dużego zamachu na jerozolimski tramwaj w zemście za to, że Żydzi odwiedzają Wzgórze Świątynne, naturalną reakcją wszystkich było oczywiście westchnienie ulgi, poczucie wdzięczności wobec czujnych strażników, którzy złapali go i  zniweczyli jego zamiary.

tram jer1q2fot. rjstreets.com

Zanim jednak odwrócimy uwagę od tego najnowszego epizodu w łańcuchu ciągłych zagrożeń, warto zastanowić się nad kilkoma lekcjami, jakie można z tego wyciągnąć.  

Lekcja nr 1:

Nie chodzi o „okupację”. Niedoszły zamachowiec, Ali Abu Hasan, jest mieszkańcem miasta  Beit Ula, dziesięć kilometrów na północny wschód od Hebronu. Podobnie jak 99 procent Palestyńczyków żyje pod rządami Autonomii Palestyńskiej (AP), nie zaś Izraela. Były premier Izraela, Icchak Rabin, wycofał siły izraelskie z Beit Ula w 1995 r. To znaczy, że Hasan przeżył dosłownie całe życie pod okupacją palestyńską, nie zaś izraelską.

Lekcja nr 2:

Nie chodzi też o granice ani o osiedla. Hasan powiedział, że jego zamiarem była „zemsta na turystach i Żydach, którzy odwiedzają Wzgórze Świątynne”. Nie żądał państwa palestyńskiego ani powrotu Izraela do linii sprzed 1967 r., ani też zakończenia budowania domów izraelskich poza „Zieloną Linią”. Powiedział policji izraelskiej, że powodem były pretensje o to, że niewielka liczba „turystów i Żydów” czasami odwiedza najświętsze miejsce judaizmu, Wzgórze Świątynne, gdzie mieści się również meczet Al-Aksa.

Proszę pamiętać, że nie-muzułmanie, którzy odwiedzają Wzgórze Świątynne, mają policyjny zakaz modlenia się tam. I w odróżnieniu od muzułmanów na Wzgórzu Świątynnym, niemuzułmańscy odwiedzający nie rzucają kamieniami ani koktajlami Mołotowa, ani nie angażują się w inne rodzaje niebezpiecznego lub niezdyscyplinowanego zachowania. Nie hałasują. Nie zaczepiają nikogo. Po prostu przez krótki czas chodzą po tym miejscu i patrzą na nie. Sama obecność nie-muzułmanów w pobliżu rozjusza Ali Abu Hasana i jemu podobnych.

Lekcja nr 3:

Bieda nie powoduje terroryzmu. Pracusie z Departamentu Stanu, reporterzy z „New York Timesa” i aktywiści Peace Now zawsze mówią nam, że Palestyńczycy uciekają się do przemocy, ponieważ są bezrobotni, ubodzy i odczuwają „beznadzieję”. Panowie, spotkajcie Ali Abu Hasana, nie jakiegoś młodzieńca, który przerwał naukę, wystaje na rogach ulic i rozgląda się za możliwością wyrządzenia szkody. Jest on studentem inżynierii przemysłowej na uniwersytecie w Hebronie. Jak najdalszy od „beznadziei”, był na drodze do osiągnięć zawodowych i niezależności finansowej.

Bieda nie zamieniła Hasana w terrorystę. Co znaczy, że dawanie Palestyńczykom miliardów dolarów (od 1994 r. USA dały im ponad 10 miliardów dolarów) nie odciągnie ich od zostania terrorystami.

Lekcja nr 4:

Podżeganie ma znaczenie. Wiemy z Palestinian Media Watch, że kontrolowane przez Autonomię Palestyńską gazety, radio i telewizja nieustannie starają się wzbudzić wściekłość publiczności nienawistnymi, szkalującymi oskarżeniami, że „Żydzi” próbują zniszczyć meczet Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym. „Jerusalem Post” informowała 16 września ubiegłego roku, że sam prezydent Autonomii Palestyńskiej oznajmił: „Al-Aksa jest nasza i tak samo Bazylika Grobu Świętego. Nie mają prawa bezcześcić ich swoimi brudnymi stopami. Nie pozwolimy im na to…”

Oczywiście, oskarżenia o „brudnych” Żydach „bezczeszczących” muzułmańskie miejsca religijne rozjuszą młodych Palestyńczyków takich jak Hasan. A kiedy ogłaszają to najwyżsi przywódcy palestyńscy, oskarżenia te mają wagę i wiarygodność. 

Od czasu do czasu jakiś przedstawiciel Departamentu Stanu, przyciskany pytaniami dziennikarzy, wymamrocze niejasne słowa o „trosce” z powodu podżegania przez AP. Jest jednak oczywiste, że administracja Obamy nigdy nie podejmie poważnych kroków, by naciskać na AP. Żydowska społeczność amerykańska musi pracować z Kongresem, by doprowadzić do konkretnych posunięć w tej sprawie.

Lekcja nr 5:

Nie bójmy się mówić prawdy o brutalności terrorystów palestyńskich. Panuje przekonanie, że w kulturalnym towarzystwie nie należy używać słów takich jak „barbarzyńca” lub „zwierzę”, kiedy mówi się o palestyńskich terrorystach. Uważa się to za dehumanizujące. Spójrzmy jednak na opis urządzenia wybuchowego, jakie skonstruował Hasan: trzy złączone bomby rurowe z gwoździami i śrubami przyklejonymi do nich, wszystko pokryte trutką na szczury.

Dlaczego Hasan przykleił gwoździe i śruby do bomby? Żeby ludzie, których nie zabiła sama eksplozja, zostali trafieni gwoździami i śrubami, które przy eksplozji wystrzelą z dużą prędkością we wszystkich kierunkach.

Dlaczego Hasan pokrył to wszystko trutką na szczury? Żeby zadać dodatkowy ból tym ofiarom, które w innym wypadku odniosłyby tylko nacięcia i siniaki.

Podsumowując: dobrze wykształcony student uniwersytetu, który całe życie przeżył pod rządami palestyńskimi, był tak rozjuszony myślą o Żydzie przechadzającym się w pobliżu meczetu Al-Aksa, że wybrał się na masakrowanie, okaleczanie i trucie tak wielu innych Żydów, jak to możliwe. Moim zdaniem „barbarzyńca” jest zbyt uprzejmym słowem dla takiej osoby.

Stephen Flato – amerykański prawnik, który podjął kroki prawne przeciwko Islamskiej Republice Iranu oraz kilku międzynarodowym bankom, które pośredniczyły w przekazywaniu irańskich pieniędzy na działalność terrorystyczną. Był również doradcą rządu amerykańskiego w sprawie irańskich nielegalnych operacji finansowych. Flatow jest ojcem Alisy Flatow, która została zabita podczas zamachu zorganizowanego przez Islamski Dżihad w pobliżu granicy z Gazą w 1995 roku. Stephen Flatow często publikuje artykuły na temat terroryzmu w mediach amerykańskich i izraelskich.

 When ‘Savage’ Is Too Kind a Word for a Palestinian Terrorist

Algemeiner, 4 sierpnia 2016, tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska (listyznaszegosadu.pl)

 

Source: Kiedy „barbarzyńca” jest zbyt uprzejmym słowem na palestyńskiego terrorystę