Brexit. Awantura o imigrantów. I banki


brexit crisis

– Wyjście z Unii nie oznacza zredukowania imigracji do zera, ale ci przybysze, którzy nic nie wnoszą w brytyjską gospodarkę, będą karani – deklaruje wprost Liam Fox, brytyjski minister handlu zagranicznego Liam Fox. Swoją zapowiedź dotyczącą karania imigrantów Fox tłumaczy koniecznością ochrony granic. Wprawdzie przyciśnięty przez dziennikarzy przyznaje, że imigranci mają ogromny i korzystny wpływ na brytyjską gospodarkę, jednak chodziło mu o ‘ludzi, którzy przyjeżdżają do naszego kraju i tylko go konsumują bez konieczności robienia czegokolwiek’. W tle wypowiedzi ministra tli się antypolska retoryka, którą od połowy dekady uprawiali brytyjscy politycy silnie wspierani przez m.in. rząd byłego premiera Donalda Tuska.

Amber Rudd, szefowa brytyjskiego MSW jeszcze niedawno ujawniła, w jaki sposób już za niecałe dwa miesiące rząd w Londynie chce się pozbyć  większości przyjezdnych. Przede wszystkim ograniczy możliwość studiowania na Wyspach Brytyjskich obcokrajowcom, poza tym bezwzględnie wszystkie firmy będą musiały informować administrację brytyjską o ilości zatrudnianych cudzoziemców oraz poziomach ich wynagrodzenia. Firmy, które będą zatrudniały zbyt wielu cudzoziemców będą karane administracyjnie. Przedsiębiorcy będą również zobowiązani nowym prawem do zatrudniania lokalnych pracowników.

– Chcemy zmniejszyć migrację netto z 327 tys osób rocznie, do mniej niż 100 tys. osób i to nie podlega dyskusji– mówi Rudd.

Bezspornie większość obywateli krajów Unii Europejskiej, którzy w Wielkiej Brytanii zaczęli budować sobie nowe życie i drugi dom, ma coraz mniejsze szanse na to, żeby mogli zostać na Wyspach Brytyjskich po Brexicie. Część z nich zostanie odesłana do domów jeszcze w trakcie negocjacji, które mają się rozpocząć wiosną przyszłego roku. Wprowadzenie ruchu wizowego między krajami Unii Europejskiej a Londynem jest więcej, niż prawdopodobne.

Red alert dla banków

Sam Brexit będzie jednak bolesny nie tylko dla obywateli drugiej kategorii. Gospodarkę brytyjską będzie szacunkowo kosztował 40 mld funtów i utratę 70 tys. miejsc  pracy. O tym przynajmniej piszą analitycy w swoich najświeższych raportach, za które słono płacą instytucje finansowe z londyńskiego City. Instytucje, które widzą zagrożenie również dla swoich interesów.

– Brytyjski sektor usług finansowych generuje między 190 a 205 mld funtów przychodów rocznie i zatrudnia 1,1 mln osób. Firmy te płacą każdego roku podatki w kwocie pomiędzy 60 a 67 mld funtów. To jedna z podstaw naszej gospodarki  – mówi Miles Celic, dyrektor The City UK.

Tylko, że instytucje w City nie wróżą z fusów. Raportują na podstawie twardych danych, zaś te wprost pokazują, że przy twardym stanowisku negocjacyjnym w sprawie imigrantów, Wielka Brytania znajdzie się najprawdopodobniej poza Europejskim Obszarem Gospodarczym i wtedy zatrudnienie może stracić 35 000 osób, a firmy 20 mld funtów rocznych przychodów. Jeżeli nawet rząd wynegocjuje stały dostęp do niego na warunkach podobnych do obecnych, to i tak zagrożonych jest ponad cztery tysiące miejsc pracy i 2 mld funtów dochodów rocznie.

City to nawiasem mówiąc jeden z większych problemów rządu Theresy May. Bankierzy poprosili rząd o specjalną ochronę ich interesów, czemu rząd kategorycznie odmówił. Przedsiębiorstwa finansowe grożą więc wyprowadzką z Wyspy, jeśli Wielka Brytania nie zabezpieczy umowy umożliwiającej im obsługiwanie z Londynu europejskich klientów.

– Chcemy najlepszej oferty dla Wielkiej Brytanii i to oznacza między innymi staranie się o dostęp brytyjskich firm do handlu na jednolitym rynku towarów i usług. Rząd prowadził rozmowy z przedstawicielami sektora usług finansowych, aby w pełni zrozumieć, z jakimi problemami mogą się borykać firmy – po to, by jak najlepiej przygotować się do rozmów w sprawie opuszczenia UE. Zależy nam na tym, aby Wielka Brytania pozostała jak najlepszą lokalizacją dla usług finansowych – studzi nastroje rząd.

Source: Brexit. Awantura o imigrantów. I banki