Referendum. I co wy na to tam, w Brukseli?


wegry referendum

Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzić, również bez zgody parlamentu, obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy? – wbrew pozorom odpowiedź ‘nie’ nie będzie odpowiedzią daną imigrantom. Będzie natomiast odpowiedzią Brukseli i Berlinowi . Aby było ono ważne, ważny głos musi oddać przynajmniej 50 proc. spośród ponad 8,27 mln osób uprawnionych do głosowania.

Kluczowe jest samo pytanie, które – wbrew temu co mówią media głównego nurtu – w mniejszym stopniu dotyczy kwesti imigracyjnej, z którą zmagają się Węgrzy, w większej za to sposobu, w jaki są traktowani przez Unię. To właśnie Węgry zmagają się z imigrantami w największym stopniu, bo to oni są przemurzem Europy, do której zmierzają miliony uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej (ci ostatni pod warunkiem, że nie udało im się załapać na łódź przemycającą uchodźców szlakiem ‘włoskim’ albo ‘greckim’ o co coraz trudniej).

Niedzielne referendum było poprzedzone prężną kampanią rządową – rząd namawiał do głosowania na ‘nie’ wskazując mniej na węgierską niezależność, bardziej na zagrożenie terrorystyczne związane z przybyszami.

I choć w poniedziałek rano wstępne wyniki mają być już znane… – Ostateczne wyniki będą prawdopodobnie w drugiej połowie tygodnia – mówi rzecznik Narodowego Biura Wyborczego Daniel Listar.

Ostatni przedreferednalny sondaż przeprowadzony przez Instytut Publicus wskazywał na więcej niż przytłaczającą większość osób przeciwnych unijnym rozwiązaniom. Spośród tych, któtrzy deklarowali wzięcie udziału w głosowaniu 74 proc. zamierzało głosować na ‘nie, a jedynie 5 proc. na ‘tak’.

Gdyby było ważne a Węgrzy odpowiedzieli, że nie zgadzają się z tym, aby Unia narzucała im jakiekolwwiek rozwiązania z pominięciem ich narodowego zgromadzenia, będzie to jasny sygnał dla unijnych biurokratów, że projekt europejski jest jednak wspólnotą niezależnych narodów, a nie tworzącym się superpaństwem europejskim ze stolicami w Brukseli i Berlinie.

Kwestie uchodźców są drugoplanowe – szczególnie, że rząd Victora Orbana znalazł rozwiązanie, które, choć kontrowersyjne, wydaje się skuteczne. Otóż rząd w Budapeszcie przyznaje dozgonne prawo pobytu w kraju nad Dunajem (a więc także w pozostałych krajach Unii Europejskiej) ale tylko tym uchodźcom, którzy zapłacą za to 300 tys. euro.

Rozwiązanie oburza Niemców, którzy uważają, że z tą propozycjją nie jest w stanie konkurować żaden inny kraj strefy Schengen (choć podobne możliwości nabycia obywatelstwa oferują również Bułgaria oraz Cypr i Malta), właśnie ze względu na ostrą kampanię przeciwko uchodźcom prowadzoną przez rząd. Ale nie tylko dlatego. Otóż w przypadku rozwiązania węgierskiego, aby dostać obywatelstwo tego kraju nie trzeba być na miejscu – całość można załatwić przez internet i jedną wizytą w ambasadzie węgierskiej w dowolnym kraju świata. Kwota 300 tys. euro obejmuje starającego się oraz jego najbliższą rodzinę.

– Z kwoty tej zostaną zakupione obligacje państwowe i po pięciu latach cudzoziemcy dostają te pieniądze z powrotem – mówią urzędnicy węgierscy.

Program został zainicjowany przed trzema laty przez premiera Viktora Orbana.

Z programu skorzystało już bez mała cztery tysiące cudzoziemców, w większości Chińczyków, ale i Rosjan, Turków i Irańczyków. A ponieważ program jest korzystny dla całych rodzin, w sumie już 16 tys. obywateli krajów spoza UE może podróżować w strefie Schengen bez wizy.

Source: Referendum. I co wy na to tam, w Brukseli?