List otwarty Mary Wagner z dnia 13 kwietnia 2015 r.


Drodzy Przyjaciele Życia, Chrystus zmartwychwstał! On zmartwychwstał! Alleluja! Alleluja! W tym sezonie radości Zmartwychwstania Naszego Pana chciałabym wywyższyć moich braci i siostry w Chrystusie, którzy modlą się za mnie i wspierają mnie na tej drodze.
Modlę się, aby prawda Pana naszego Jezusa Chrystusa, który rzeczywiście zmartwychwstał, ogarnęła nasze serca i prowadziła nas do wielkiego pragnienia Boga, wielkiego głodu, aby żyć dla Niego i – jak bł. Teresa z Kalkuty powiedziała – „uczynić życie pięknym dla Boga”. Może są wątpliwości w naszych sercach, tak jak to było u Tomasza, i musimy usłyszeć na nowo słowa Jezusa: „Nie wątpcie, ale uwierzcie” (J 20,27).
Im głębiej wierzymy, tym szerzej otwieramy drzwi naszych serc i pozwalamy Jego Królestwu być tak tu, na ziemi, jak i w niebie. Chciałabym podziękować wszystkim, którzy piszą lub napisali do mnie. Chciałabym odpowiedzieć wam wszystkim, ale nie jestem w stanie. Proszę trzymajcie się ze mną! W niektórych listach i rozmowach padały pytania lub uwagi, które uświadomiły mi, że muszę złożyć kilka wyjaśnień, więc chciałabym spróbować rozwiązać to w tym liście. Po pierwsze, w odniesieniu do okoliczności aresztowania może być pomocna wiedza, że postawione mi zarzuty (jak i wcześniejsze), to „sianie zgorszenia: zakłócanie legalnego korzystania z/i działania firmy”, i naruszenia próbnego (nadal niepodpisanego, ani prawnie niezatwierdzonego) zakazu zbliżania się na odległość 100 m od dowolnego miejsca, w którym morduje się nienarodzone dzieci.
W dniu 23 grudnia 2014, kiedy zostałam aresztowana, byłam w środku poczekalni biura informacyjnego doprowadzającego, przede wszystkim, do zabiegów zabijania nienarodzonych dzieci.
Ludzie często pytali mnie, czy nie mogłam po prostu pozostać poza strefą, do której mam zakaz wstępu i w ten sposób uniknąć aresztowania. Ale to pytanie nie uwzględnia jednego: dzieci, które zaplanowano zabić, nie miałyby wtedy nikogo, to wstawi się za nimi. Przestaniemy być obecni dla nich i dla ich matek posłusznych ograniczeniom nałożonym przez niemoralnie rządzących.
Jeśli myślimy w kategoriach aresztowany czy nie aresztowany, tracimy z oczu Chrystusa ukrytego w: „przebraniu wykończonych i biednych” – tych tak biednych, że nie możemy nawet ich widzieć ani słyszeć.
Jeśli myślimy o kimś, kogo bardzo kochamy, i wyobrazimy sobie, że ta osoba zamierza popełnić samobójstwo, czy nie robimy wszystkiego, co możemy, aby chronić tę osobę, aby ją zatrzymać? Kiedy myślę o tym w tych kategoriach, zdaję sobie sprawę, jak mało w rzeczywistości te bezbronne dzieci są kochane i jak całkowicie zostały opuszczone.
Ale każde dziecko ukryte w łonie swojej matki jest kochane przez Boga bardziej, niż kochający rodzice mogą kochać swoje dzieci. Ponieważ On je kocha, jesteśmy wezwani, by je kochać.
Wiemy, że miłości nie odkłada się na jutro; miłość zaprasza nas dzisiaj.
Linda i ja (jak inni) jesteśmy wezwane do miłości – dążymy do miłości – tych małych, którzy mają tylko kilka minut życia i mają zostać zabici dzisiaj. Możemy nie odnieść sukcesu w ochronie dzieci; ale staramy się być wierni i robić wszystko najlepiej jak potrafimy, opierając się na Bogu i ufając Bogu „który każe wszystkiemu działać razem dla dobra …” (Rz 08,28), nie zatrzymując się na granicy prawnej niesłusznie nałożonej.
W tym momencie jest dla mnie ważne, aby powiedzieć, że choć jestem wdzięczna za wsparcie, które tak wielu mi okazało, uważam, że nacisk na mnie, a zwłaszcza na fakt, że zostałam (niesłusznie) uwięziona, w niektórych częściach świata jest zbyt duży.
Mój czas niewoli jest małym ułamkiem tego, co przechodzi Linda Gibbons (która jest raz po raz aresztowana w swoim życiu), a moje trudności są niczym w porównaniu do tego, co przechodzą dzieci, a co jest brutalnym kończeniem ich życia.
Chciałabym podzielić się z wami kilkoma słowami Joan (Andrews) Bell, która jest dla mnie i Lindy wielką inspiracją i którą uważam za prawdziwego apostoła Ewangelii Życia:
Chciałabym porównać to do sytuacji dwóch przyjaciół: powiedzmy, że są dwaj przyjaciele, jeden czarny i jeden biały. W tym społeczeństwie czarny człowiek jest traktowany jak śmieć, jak nienarodzone dzieci. Czarny przyjaciel zostaje brutalnie zabity, a biały przyjaciel poturbowany – został popchnięty i upadając, potłukł sobie kolana. I powiedzmy, że kościoły i ludzie w społeczeństwie są porażeni niesprawiedliwością.
Co się dzieje? Wszyscy gromadzą się wokół osoby z posiniaczonymi kolanami i krzyczą: „To jest straszna niesprawiedliwość, ten człowiek był popychany”! I posypią się wszelkiego rodzaju uwagi na temat tej osoby. „Nie sądzę, że człowiek, który naprawdę kochał swojego przyjaciela, który został zamordowany, brutalnie zamordowany, że czułby się źle, jeśli nie zwrócą na niego uwagi. Wiecie, myślę, że ta osoba będzie zasmucona i zdenerwowana, że uwaga nie została zwrócona na przyjaciela, który został zamordowany” (fragment wywiadu z Joan (Andrews) Bell, zaczerpnięty z książki „Historia Operation Rescue. Richard Cowden-Guido”).
Chcę, żebyście wiedzieli, że bardzo sobie cenię waszą modlitwę, waszą miłość i wsparcie i cieszę się, gdy skupiamy się na najmłodszych danych nam przez Boga. Jeśli odwołujemy się do rządu lub społeczeństwa w ogóle, zawsze kładźmy nacisk na odpowiedzialność i obowiązek ustanowienia podstawowej sprawiedliwości.
A co może być bardziej podstawowym obowiązkiem rządu niż ustanowienie ochrony – prawa do życia – każdego człowieka? Linda i ja jesteśmy szczęśliwe, niosąc ten krzyż (nie jest zbyt ciężki) i dążąc do otrzymania go jako normalnego wyniku wiary w Chrystusa, kochając Go w „tych najmniejszych” (Mt 25,40).
Nie chcemy, aby skupiano się na nas. Jesteśmy w więzieniu dobrowolnie i mamy nadzieję, że zachęcimy innych, aby stali mocno w wierze. Prosimy was o modlitwę nie o to, aby ten krzyż został usunięty, ale o siłę, by go nosić i wzrastać w zaufaniu Bogu, do tego stopnia, byśmy ten krzyż kochały.
Oczywiście nie możemy się doczekać dnia (mamy nadzieję, że przyjdzie), gdy nie będziemy już zamykane w więzieniu – tylko, jeśli oznaczać to będzie, że zabijanie się skończyło i wszyscy mają prawo żyć – i żyć swobodnie, jako oddani chrześcijanie. Dobry przyjaciel dokonał ważnej obserwacji: jest praca pro-life i jest praca Ewangelii życia. Jeśli jesteśmy chrześcijanami, chcemy być pracownikami Ewangelii życia! Widzimy nie tylko problemy (aborcji, eutanazji itp…); jesteśmy wezwani, aby zobaczyć wszystko w świetle Chrystusa (ukrzyżowany, umarł i zmartwychwstał)!
Jesteśmy powołani, aby zobaczyć, że największą obecnie niesprawiedliwością nie jest aborcja, ale jej korzenie: brak adoracji Boga. Straciliśmy szacunek, szacunek dla człowieka, ponieważ już nie wielbimy Boga, któremu uwielbienie i adorację jesteśmy winni. Czy jesteśmy chrześcijanami, czy nie, wszyscy jesteśmy wezwani do obrony praw człowieka. Ale jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do jeszcze wyższego celu. Błogosławiona Teresa z Kalkuty powiedziała prosto i pięknie: „Niech naszym ideałem będzie Chrystus”. Jako chrześcijanie musimy odkrywać Chrystusa w każdym człowieku, a nie „w tłumach”, parafrazując tę świętą. Jesteśmy powołani, aby robić znacznie więcej niż jedynie walczyć w słusznej sprawie. Jesteśmy powołani, by żyć z największą miłością i miłość dawać w zamian – oddać życie za przyjaciół, jak Jezus powiedział i zrobił: „Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). Nigdy nie możemy być zadowoleni z naszej pracy dla dobra sprawy, ponieważ nasza wiara wymaga od nas ciągłego powołania do życia w Chrystusie i stałej konwersji.
Musimy zrobić co w naszej mocy, aby ustanowić sprawiedliwe społeczeństwo, ale bez miłości do Chrystusa, jak Chrystus nas umiłował, nie uda się, jak mówi święty Paweł, „nic” (I Kol 13,2). Chciałabym przedstawić wam jeszcze wypowiedź Joan (Andrews) Bell, sparafrazowaną przez Cowden-Guido: „Kultura aborcyjna utrzymuje, że komfort jest nie tylko dobrem, ale największym dobrem, większym niż prawda, miłość i sprawiedliwość i w końcu ma nawet większe znaczenie niż Bóg. Kultura ta jest przekonana, że w końcu chrześcijanie zgodzą się z tym i liczy na odrzucenie bardzo realnego cierpienia, które będzie prowokować” („Historia Operation Rescue”).
Uważam, że to stwierdzenie jest warte rozważenia. W bardziej rozwiniętych krajach mamy pielęgnować nasze liczne i różne udogodnienia (zwłaszcza w Kanadzie!). A gdy Bóg nie może domagać się, abyśmy wyrzekli się wszystkich udogodnień, jesteśmy powołani do wyrzeczenia się wszystkiego, co stoi na przeszkodzie wiary w Niego. To może być nasza reputacja lub ludzki szacunek, może to być praca, kariera czy szansa na taką. To może być związek lub nasza wolność; ale jak Paweł przypomina nam: „W swojej walce ze złem opieraj się aż do momentu przelania własnej krwi” (Hbr12,4). Nie mniej boję się tortur fizycznych niż większość ludzi, ale wiem, że jeśli kiedyś dojdzie do punktu, w którym opieranie się złu (i dążenie do dobrych wyników w tym) – jak to jest obecnie rzeczywistością dla wielu naszych Braci i Sióstr w innych częściach świata, doprowadzi do nich – Bóg da łaskę. On pokazuje, że On jest zawsze wierny, że On wspiera nas tak długo, jak nasze zaufanie w Nim jest żywe. Nawet jeśli zażądał naszego życia, nigdy nie powinniśmy się obawiać, ponieważ Chrystus naprawdę zwyciężył świat (J 16,33): Chrystus zmartwychwstał! Alleluja! On prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja! Alleluja! Mówi do nas: „Pokój wam!” (J 20,21); „To ja, nie bójcie się” (J 6,21); „Nie wątpcie, ale wierzcie”. Mary Wagner 13 kwietnia 2015

Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/swiat/136485,nie-tracmy-z-oczu-chrystusa.html

Zródlo:profil Mary na Facebook.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s