Odkryjcie, że jesteście Polakami. List otwarty do Malanowskiego i Partnerów.


Via internet z portalu dakowski.pl.Odkryjcie, że jesteście Polakami.List otwarty do Malanowskiego i Partnerów.Krzysztof Budziakowski  http://www.rp.pl/artykul/1165915.html.W roku 1979 Mirosław Dzielski opublikował poza cenzurą szkic zatytułowany „Jak zachować władzę w PRL. Życzenia noworoczne dla por. Jerzego Borewicza”. Manifest ten, adresowany do pragmatycznego i cynicznego milicjanta, bohatera serialu „07 zgłoś się” granego przez Bronisława Cieślaka, stanowił zaskakującą propozycję dla realistycznie myślącej części władz. Dzielski proponował w nim nomenklaturze dokonanie – bagatela – zmiany ustroju i przejęcie rzeczywistej własności przedsiębiorstw państwowych. List wśród wielu opozycjonistów wywołał oburzenie, później został prawie zapomniany.

Dzisiaj Bronisław Cieślak występuje w serialu „Malanowski i Partnerzy” jako właściciel agencji detektywistycznej. Tę nową rolę można odczytywać również w sposób symboliczny. Stąd pomysł na nawiązanie do korespondencji z końca lat 70.

========================

 

Szanowny Panie Poruczniku!

Proszę wybaczyć ten wykrzyknik, mam oczywiście świadomość, iż nie przedstawia się Pan już stopniem oficerskim, a w wyniku zawirowań historycznych wolał Pan też zmienić nazwisko na obecne. Zważywszy na Pański pragmatyzm, jawi się to jako działanie najzupełniej naturalne. Nowe czasy, nowy życiorys, nowa  kariera… Przez wzgląd na przeszłość, pozwolę sobie jednak tytułować  Pana  po staremu,  choć dzisiejszy stopień jest na pewno wyższy.

Przede wszystkim – gratulacje! Przyjemnie popatrzeć: minęło dwadzieścia pięć lat, ale najwidoczniej dobrze przez Pana wykorzystanych. Zamiast wytartej kurtki M65 – marynarka od Ermenegildo Zegny, wysłużonego Poloneza zastąpił Pan eleganckim Chryslerem… można by pomyśleć, że jest dobrze. Również Pańscy Partnerzy zdają się być żywym potwierdzeniem słusznej propozycji, złożonej ongi przez Mirosława Dzielskiego w wydanym w podziemiu  „Jak zachować władzę w PRL. Życzenia noworoczne dla porucznika Borewicza”: kluczowe segmenty gospodarki dla Was w zamian za dopuszczenie mas do możliwości bogacenia się, podróżowania, swobody wypowiedzi etc.

Propozycja ta została rozważona przez Pańskich Partnerów, a po uzyskaniu ich akceptacji, jej fundamentalne założenia wcieliliście w życie. Wystarczy sięgnąć do pamiętnego listu i przytoczyć główne akapity, aby dowieść, że nieco już dziś zapomniany Dzielski, filozof związany z opozycją antykomunistyczną, jest de facto ideowym autorem otaczających nas obecnie realiów. Jest sprawą oczywistą, że słowa uznania dla wykonawców tych teoretycznych założeń, należą się Panu i Partnerom; napiszę o tym szerzej w dalszej części mego listu. Już teraz składam najserdeczniejsze gratulacje, nacechowane zarazem pewną troską.

Jakie bowiem na podstawie myśli Dzielskiego wysnuliście wnioski? Trafne: kontrola za pomocą pałek i bagnetów stała się niesmacznym przeżytkiem. System w latach 80-tych był ekonomicznie niewydolny. Poziom życia w porównaniu do społeczeństw zachodnich bardzo niski. Za niski również w stosunku do  Waszych osobistych aspiracji. Sytuacja społeczna groziła kolejnymi konfliktami i strajkami. Po co wyprowadzać wojska czy wprowadzać państwo policyjne, skoro rzeczywistość można kontrolować pokojowo za pośrednictwem kapitału, tym razem pisanego małą literą?

W szczególności mówię tu o narzędziach kapitałowych, zwanych powszechnie związkami spółek, holdingami, koncernami czy grupami operacyjnymi. O dużych firmach, kontrolujących (poprzez np. pakiety akcji) spółki-córki. Pierwsze poważne grupy kapitałowe powstały na świecie stosunkowo późno, pod koniec XIX wieku, ale w rozumieniu współczesnym dopiero w II połowie wieku XX. Nawiasem mówiąc, pojawiła się wtedy również możliwość obserwowania wpływu tych grup na świat polityki.

Czynię tę uwagę, ale jestem przekonany, że Pan i Partnerzy poświęciliście wiele czasu na wnikliwą analizę tych mechanizmów – z perspektywy, rzecz jasna, zagranicznej. Tym przecież zajmowały się Wasze służby, zwłaszcza wywiad gospodarczy – choć wiedzę o normalnych, kapitalistycznych finansach czerpaliście również z rodzimego podwórka.

W systemie socjalistycznym, mimo założeń gospodarki centralnie sterowanej, istniały przecież rozmaite zrzeszenia i spółdzielnie, będące namiastkami firm i korporacji. Pańscy Partnerzy mieli więc i czas i możliwość zarządzania takimi grupami (w warunkach cieplarnianych oczywiście). Zakładam, że tworzenie adekwatnych mechanizmów finansowych zajęło Wam stosunkowo niewiele czasu, dzięki czemu po Okrągłym Stole zabraliście się za działania konkretne, przynoszące namacalne zyski.

Z analizy największych 36 grup kapitałowych, tylko tych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w 2006 roku, wynika, że większość z nich funkcjonowała przed Okrągłym Stołem jako przedsiębiorstwa państwowe. Po 1989 roku, w wyniku najróżniejszych operacji, przekształcały się one w rzeczone grupy kapitałowe. Z zestawień GUS za 2009 rok wynika też, jak potężną siłę gospodarczą mają te przedsiębiorstwa – w tymże roku zatrudniały one blisko 30% pracowników w Polsce i uzyskały ponad 50% dochodu wszystkich firm. Potęga! Prawdziwa władza! Oczywiście, z iloma z tych grup związani są Pańscy Partnerzy, nie można podać publicznie nie narażając się na przykre konsekwencje. Przecież wszystko jest zgodne z prawem.

Tu znów napomknę, że architekci okresu przemian nie dysponowali kapitałem finansowym, tylko intelektualnym. Stworzenie struktur władzy w oparciu o struktury gospodarcze i kapitał było istnym majstersztykiem  ludzi posiadających wiedzę, odpowiednie informacje, częstokroć umiejętności menadżerskie i, przede wszystkim, wysoką inteligencję połączoną z wizjonerstwem. Stąpających wszakże twardo po ziemi i pozbawionych skrupułów moralnych.

Uwłaszczenie dóbr państwowych pozwoliło Wam nie tylko wylądować miękko i w olbrzymim bogactwie po niepokojach społecznych końca PRL, ale również zachować, za pomocą narzędzi podpatrzonych na Zachodzie, rzeczywisty wpływ na opinię publiczną oraz skład elity politycznej. Jak dobrze przewidzieliście, wcale nie wszystkie media muszą być Waszą własnością. Zgrabny system zarządzania zleceniami reklam daje pełne panowanie nad większością z nich.

Tu pozwoli Pan na kolejne spostrzeżenie. Dopuszczenie do demokratyzacji – czego Dzielski w swojej koncepcji nie zakładał – nie zagroziło przecież Waszym interesom. Ten śmiały, a przede wszystkim świadczący o daleko posuniętej niezależności intelektualnej projekt, jakim były przemiany z końca lat osiemdziesiątych, sprawił, że rzeczywiście utrzymaliście władzę
w Polsce. Prawdziwą władzę dają bowiem, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, pieniądze, forma zaś sprawowania rządów nijak tej władzy nie ogranicza. Mówiąc inaczej: prawdziwej władzy żadna demokracja ani nie szkodzi, ani nie grozi. Premierzy się zmieniają, bo w demokracji władza publiczna musi się zmieniać, a władza prawdziwa pozostaje ciągle w jednych rękach. Śmiały projekt i skuteczna realizacja zasługują naprawdę na podziw.

Mistrzowskim posunięciem było przekonanie Polaków, że dzisiejsi Pańscy Partnerzy, a wtedy najwyżsi funkcjonariusze partyjni, milicyjni i wojskowi, dysponujący wszystkimi mediami, wojskiem, milicją, służbami specjalnymi i stoma tysiącami tajnych współpracowników, mając w rękach banki i przedsiębiorstwa, oddali całą władzę za darmo, ryzykując własnym życiem i, co najważniejsze, ustępując tylko przed słusznością moralną. Jak to się stało, że wszyscy w to uwierzyli?

Dysponowaliście drugą co do wielkości armią w Układzie Warszawskim liczącą 350 tysięcy żołnierzy, wyposażoną w sprzęt, który  wciąż jeszcze stanowi istotny i wciąż nowoczesny element uzbrojenia obecnej polskiej armii. Czołgi wcale Wam nie zardzewiały. Samoloty MiG-29 są dzisiaj, tak jak w latach 80-tych istotną częścią polskich wojsk lotniczych. W dalszym ciągu są także ważną częścią rosyjskich wojsk lotniczych. System rakietowy S-125 Newa  był jednym z najnowocześniejszych na świecie w 1989 roku, i dzisiaj, po zamianie sterowania analogowego na cyfrowy, w dalszym ciągu jest bardzo nowoczesnym systemem. Przykłady, jak Pan wie doskonale, można mnożyć.

Ponadto, co może najważniejsze, chronił Was system prawny,  w którym wszystko, co zagrażało Waszej władzy, stawało się przestępstwem.  Oczekiwać, że ktoś mający władzę prawie absolutną, odda ją za nic, pod wpływem presji moralnej, jest równe żądaniu popełnienia samobójstwa. Taka utrata kontroli dodatkowo generowałaby poważne ryzyko odwetu ze strony niektórych rewolucyjnie nastawionych opozycjonistów. Musielibyście, Pan i Pańscy Partnerzy, popaść w jakiś zbiorowy obłęd, aby się na to zgodzić. Nie popadliście. Włos Wam z głowy nie spadł i nie spadnie.  Pamiętajmy co powiedział Władysław Gomułka: „ Władzy raz zdobytej, nie oddamy nigdy”. I Józef Cyrankiewicz: „ten, kto odważy się podnieść rękę na władzę ludową, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie…”.

Taki model przemian ustrojowych pod wpływem wyższości moralnej, byłby oczywiście piękny i szlachetny, jednak zgodzimy się obaj, że z polityką realną nie ma zbyt wiele wspólnego. I nie ma nic wspólnego z tym, co rzeczywiście stało się w roku 1989. Trudno byłoby uwierzyć, że to złudzenie utrzymało się w polskim społeczeństwie bez udziału Partnerów Pana Porucznika. Można oczywiście zastanawiać się, kto konkretnie był głównym strategiem po Waszej stronie. Zostawmy to jednak pamiętnikarzom i historykom; wyrazy szacunku należą się wszystkim tym, którzy podeszli do problemu z pewnego rodzaju roztropnością, rzekłbym – dojrzale, bez zacietrzewienia czy niepotrzebnych ideowych fantazmatów.

Czy Panowie czytali Józefa Szujskiego? Można bowiem odnieść wrażenie, że zastosowaliście w praktyce jego diagnozę: „Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki.” Wszystkie partie w Polsce uprawiają fałszywą politykę, bo budują ją na fałszywej historii tego, co stało się w roku 1989.

Uświadomienie sobie tego, jak było rzeczywiście, może oburzyć wiele osób. Zupełnie jednak niesłusznie. Jaka bowiem była alternatywa? Przecież władzy byście nie oddali, a my żylibyśmy dalej w tej komunistycznej nędzy.
Z tego właśnie powodu, o urzeczywistnieniu śmiałego projektu, zrealizowanego przez Pana i Partnerów, wyrażam się z takim szacunkiem i podziwem. Korzyści dla naszego narodu i państwa  są ewidentne.  Wy macie władzę, my  mamy wolność.  Co z nią zrobimy, zależy tylko od nas. Nie jest i nie będzie nam tak łatwo jak Wam, ale możemy, jeśli zechcemy. Żeby nam się tylko chciało chcieć.

Przekonaliście do tej fikcji również część swoich towarzyszy i kolegów z aparatu partyjnego, milicyjnego i wojskowego. Nie chcieliście dzielić się kapitałem i władzą ze wszystkimi. I oni, gdy w końcu zrozumieją co się stało, mogą to mieć Wam za złe.

Rzecz jasna, cały projekt przemiany obejmował nie tylko Polskę i musiał zostać zaakceptowany przez Waszych Sowieckich Towarzyszy [no i – waszych mistrzów z lóż, tak szkotów, jak francuzów. MD] . Jaki mają oni wpływ na Was dzisiaj, tego nawet nie próbuję opisywać, ale jestem przekonany, że ich sposób myślenia uległ również radykalnej zmianie. Nie działają z poczuciem misji wprowadzenia komunizmu na całym świecie. Wystarczają im pieniądze i wzmacnianie własnego państwa. Wy o tej drugiej rzeczy zapominacie.

Panie Poruczniku, list ten jest listem otwartym, ale proszę się nie niepokoić jego konsekwencjami. Punkt widzenia, który jest w nim prezentowany, nigdy nie stanie się masowy. Nawet Ci, którzy dopuszczą  na chwilę taki obraz do swojej świadomości, bardzo szybko wyprą go z niej jako całkowicie sprzeczny z ukształtowanym wcześniej – i  powiedzmy sobie szczerze, bardzo wygodnym dla wszystkich – poglądem na współczesną historię Polski.

Któż z opozycjonistów zadowoli się  tym,  że jego działanie w tamtych latach było tylko manifestacją moralno-ideową, a nie miało żadnej siły sprawczej? Jerzy Buzek w 2004 roku powiedział, że najważniejsze rozstrzygnięcia zapadają poza Sejmem i rządem, oraz że polityka, jak ją widzą wyborcy, jest jak chiński teatr cieni. I co?  I nic, choć wydawałoby się, że powiedział coś absolutnie wstrząsającego.

Na pewno rozbawiła Pana (jak i wielu rozsądnych ludzi) lansowana przez niektóre środowiska teza o Układzie. Opowiada się o nim jak o jakimś tajnym stowarzyszeniu kapturowym, sekretnym sprzysiężeniu czy spisku. A tu przecież nie ma żadnego tajnego układu – wszystko jest jawne i legalne! Aż chciałoby się zawołać; otwórzcie szerzej oczy: wszystko widać. I wszystko jest do sprawdzenia, wszelkie mechanizmy i struktury. No, prawie wszystko.

Oczywiście – panowie oficerowie się znają. Wspólne wódeczki, polowania – chociażby wspomnienia z młodości, ze wspólnej służby, manewrów, narad i konferencji. W tym sensie możemy mówić o układzie. Ale któż z nas nie ma znajomych? Tak czy inaczej, nie ma w tym nic tajnego. Rynki finansowe rządzą. Znane jest wszystko, tylko z tej wiedzy nic nie może wyniknąć, bo wszystko jest już zgodne z prawem.

Owszem. Są takie „Agencje Ochrony Mienia” – dziedzictwo chłopców-misztalowców nie przeminie – których pracownicy mają kompetencje równe kompetencjom najlepszych służb specjalnych na świecie. I których można
w każdej chwili użyć, ale robicie to już coraz rzadziej. Podejrzewam, że wśród Pańskich Partnerów są tacy, którzy mogą zacytować Talleyranda, że zbrodnią posługują się tylko polityczni durnie. Te polityczne zbrodnie jednak były i to uniemożliwia mi myślenie o całej operacji wyłącznie z szacunkiem.

Oczywiście, było też wiele błędów. Pan i Pańscy Partnerzy przejęli za mało polskich firm, a za dużo ich sprzedali zachodniemu kapitałowi, dostając za to dla siebie często kwoty, które dzisiaj nazwać można – zgódźmy się –  co najwyżej napiwkiem.  Pewnie tak  musiało być, bo  nie wszyscy z Was byli na poziomie intelektualnym Waszych Głównych Inżynierów przemiany ustrojowej. Skolonizowanie Polski przez koncerny zachodnie ma oczywiście również dobre strony. Amerykanie nie będą umierali za Gdańsk, ale za amerykańską fabrykę pampersów pod Gdańskiem – bardzo możliwe. Czy jednak to „bardzo możliwe”, było tyle warte?

Muszę również stwierdzić, że stosowanie  przez Was  do przejmowania  przedsiębiorstw takich mechanizmów finansowych, jak np. leasing, przy arbitralnym ustaleniu wysokości rat miesięcznych  niższych niż miesięczny zysk przejmowanej firmy, było złodziejstwem wyjątkowo bezczelnym ale ostatecznie przyznać trzeba, że żadna przemiana historyczna  nie odbywa się bez kosztowo.

Drogi Poruczniku! Ludzie, którzy ćwierć wieku temu widzieli zagrożenia (ale i szanse), muszą również dzisiaj z nimi się zmierzyć. Nie zdziwi mnie, jeśli wyzna Pan, iż Pańscy Partnerzy są cokolwiek rozczarowani regułami, jakie narzuciła sytuacja rynkowa. Zbyt wielka liczba  polskich  firm w obcych rękach generuje stały i nadmierny „wyciek” kapitału z Polski, czego  konsekwencje są coraz bardziej zauważalne. Ponadto okazało się, że pieniądze mają pochodzenie, że coś takiego jak „kapitał międzynarodowy” czy „kapitał bez narodowości” właściwie nie istnieje. Że za każdym dużym koncernem wchodzącym na miejscowy rynek, rozpościerany jest stosowny „parasol ochronny” nacisków politycznych.

Budzi to – mam nadzieję, że zgodzi się Pan Porucznik ze mną – skojarzenia z kolonializmem. I mnożą się zapewne sytuacje, w których ktoś  chce Wam wcisnąć koraliki,  a one już Wam się nie podobają. Kupiec robiący interesy w jakimś Bantustanie ma wsparcie swego kraju, od dyskretnych nacisków na miejscowych kacyków po bardzo konkretne konstrukcje podatkowe, pozwalające na niewykazywanie zysków w kraju dzikich, a opłacanie obniżonego podatku w kraju ojczystym. To postkolonialne myślenie udziela się zresztą namiestnikom kolonii, którzy bezwiednie – bądź za garść paciorków – realizują politykę metropolii. Sami zresztą często nie zdając sobie sprawy z rozmachu tejże polityki.

Nie ma co płakać, że ambasadorowie innych państw występują w obronie interesów swoich przedsiębiorców a polscy nie. Trzeba sprawić, aby polscy też występowali, a zagraniczni nie byli zbyt bezczelni. Kiedyś premier jednego z krajów UE interweniował u polskiego premiera w sprawie swoich przedsiębiorców zatrzymanych przez polską policję w związku pijacką burdą, którą w Polsce urządzili…

Bardziej niż Instytutu Pamięci Narodowej, potrzebujemy dzisiaj Instytutu Gospodarki Narodowej. Organizacji monitorującej interesy gospodarcze Państwa Polskiego i działającej na rzecz ich rozwoju.  Pilnej analizy wymagają  możliwości wykorzystania pozostałego potencjału naszego kraju. Skandalem jest na przykład brak produkcji  benzyny z węgla. Produkcję taką prowadzi na dużą skalę wiele krajów; w RPA tylko dwa zakłady koncernu Sasol produkują 5 mln ton rocznie. Instalacje do produkcji benzyny syntetycznej posiadają również, między innymi, koncerny Shell, Exxon i Statoil.  Już w 1943 roku,  w zakładach w Płocku, Niemcy  wyprodukowali jej ponad  2 mln ton. My potrzebujemy 20 mln ton rocznie.  Panie Poruczniku, jesteście Panowie przecież w stanie sprawdzić, od kogo biorą pieniądze ci, którzy rozpowszechniają nieprawdziwe opinie, że to się nie opłaca i zakręcić im ten kurek.  Trzeba się w końcu wybić  na niepodległość, Panie Poruczniku. I uruchomić taką produkcję. I na niej zarobić.

Nasze członkostwo w Unii Europejskiej powinno być również wykorzystywane do wzmacniania państwa polskiego.  Proces rozkradania potencjału gospodarczego naszego narodu i państwa musi zostać ostatecznie zatrzymany,  przede wszystkim  w interesie Pańskich Partnerów – a to akurat jest interes tożsamy z interesem Polaków.

Osłabianie i utrzymywanie osłabienia Państwa Polskiego ze strachu, żeby się do Was nie dobrało  – co robicie już chyba tylko z przyzwyczajenia – nie ma sensu, bo już jesteście bezpieczni! Teraz to osłabianie Wam szkodzi, co powinniście sobie  zacząć uświadamiać.

Wasze dzieci, wnuki i prawnuki już są bogate i będą bogate zarówno jutro, jak i pojutrze. Ale w świecie są osobami drugiej kategorii, bo pochodzą ze zmarginalizowanego państwa. Możecie to zmienić. Możecie  sprawić, że będą z dumą manifestować swoje pochodzenie, a ono zapewni im jeszcze większą skuteczność działania.  A Wy możecie doczekać się kiedyś publicznego uznania za realizację tak doniosłego historycznie projektu.

Odnoszę wrażenie, Drogi Poruczniku, że po ponad ćwierćwieczu znów warto się zastanowić, co nas łączy. Stwierdzić trzeba, że Pańscy wysoko postawieni protektorzy mają te same interesy co członkowie narodu polskiego, że wzmacnianie państwa polskiego, które będzie zdecydowanie chroniło interesy obywateli polskich, w tym także przedsiębiorców, jest również, a może głównie, w Waszym interesie. Że hasła „silnej Polski” powinny być zdecydowanie głoszone przez Was, przez Pana i Pańskich Partnerów.

Według trochę żartobliwej, ale celnej opinii, którą niedawno  sformułował  profesor Piotr Bartula,  Mirosław  Dzielski pisząc  w 1980  roku swoje życzenia dla Pana Porucznika odkrył, że Wy, komunistyczna nomenklatura, jesteście ludźmi. Najwyższy czas, abyście  Pan i Pana Partnerzy, odkryli całkiem na poważnie nie tylko to, że jesteście Polakami, ale także to, co z tego wynika.

Wraz z tezami zawartymi w tym liście, łaskawie proszę o przekazanie swoim Partnerom  – mimo wszystko – wyrazów uszanowania.

Info,link:

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=14667&Itemid=55

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s