Marek Lipski:Dlaczego dzieci, mieszkające w Polsce, chodzą do szkół w RFN?


Od Szczecina do Zgorzelca dzieci z Polski w Polsce korzystają z oświaty w RFN i chodzą do szkół w Niemczech.Rodzice o  6,50-7.00  rano,czekają z dziećmi w samochodach na polskich rejestracjach,na otwarcie  szkoły,pomimo że mogą już wcześniej dziecko pozostawić od 6.00 rano pod opieką  wychowawcy w świetlicy.

Rodzice podejmują   takie   dobrowolne, samodzielne, indywidualne,trudne  decyzje aby swoim dzieciom zagwarantować  perspektywy a polska administracja nie protestuje i grzecznie milczy na ten temat.Dziennikarze ze strachu pomijają że tysiące  rodziców w Polsce,są zmuszeni szukać alternatyw i prespektyw dla swoich dziec,które  mają dzieci  polityków i multimilionerów w Polsce i tak wysyłających swoje dzieci do szkół prywatnych w Polsce,w RFN,Szwajcarii,w Wielkiej Brytanii.

Jak  wiemy każda   szkoła  podstawowa w Niemczech jak i przedszkole ma obowiązek prawny przyjąć  dzieci mieszkające w Polsce,przy granicy z Niemcami.Liczba dzieci mieszkających w Polsce   z  rodzicami ale uczęszczających do szkół  w Niemczech wzrasta.

W każdej klasie szkoły podstawowej jest kilka polskich dzieci.Tendencja wzrasta.Moje dorosłe dzieci  po uczelniach w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii,mieszkają w Polsce,w Wielkiej Brytanii czy w USA.Najmłodsze(5) mieszkające w Forst(122 metrów za Nysą)-Lausitz chodzą do przedszkola i szkoły podstawowej. Rozmawiają z Mamą tylko po polsku(ma własne mieszkanie)a ze mną po niemiecku,polsku,włosku,angielsku,rosyjsku a czasami korzystają z japońskiego.Nawet spotykają się z dziećmi z Ukrainy,Czeczeni i dziećmi hebrejskimi.Dodam że pozostałem po 88 w Niemczech a portem powrotów pozostał Berlin,pomimo Nowego Targu i Bydgoszczy. Dlaczego dzieci w Polsce,chodzą do szkół w Niemczech?

Oddaję głos rodzicom z cytatami:

Moj syn skończył właśnie 8 lat i jest w 2 klasie w niemieckiej szkole.Pierwsza klasa to była masakra. Zaczął naukę miesiąć póżniej, prosto po przyjeżdzie z Polski, zero znajomości niemieckiego, bez zerówki w Polsce (tu wiekowo była juz pierwsza klasa), miejsca na swietlicy dla niego nie było, dyrektor twierdził, że w żaden sposób nie może mu szkoła pomóc w nauce języka, wychowawczyni olała go od początku. Mimo wszystko nie załamał się. Oglądał dużo bajek, w miarę możliwości spotykał się z dziećmi. Wychowawczyni zostawiła go w pierwszej klasie, ale…… Zaraz na początku wakacji przeprowadziliśmy się do większego miasteczka, zapisaliśmy go do nowej szkoły i na świetlicę. Przez pierwsze dwa tygodnie był pod obserwacją nowej Pani, która stwierdziła, że będzie przerabiał program 2 klasy. Obecnie wiemy że zda do 3 klasy .
monikaaaa818

Moj synek mial 9 lat jak wyjechalismy do stanow. Nie znal ani slowa po angielsku, zaczal w stanach chodzic do postawowki, w 6 miesiecy opanowal jezyk do perfekcji w takims topniu ze czytal tomy harrego pottera po angielsku i iinne ksiazki, mial kolegow itd. Mial tez bardzo fajnego nauczyciela ktory mial na niego oko przez pierwszy rok. Ale takie male dzieci chlona jezyk jak gabka

http://www.justlanded.com/polski/Niemcy/Niemcy-Przewodnik/Wyksztalcenie/Niemiecki-system-szkolnictwa
Skolnictwo w Niemczech jest podzielone, dobry podzial przedstawil autor na tej stronie: http://anfra.eu.interia.pl/edukacjaniemiecka.pdf . Z ta roznica, ze umiescil on tam dzieci imigrantow w grupie uczeszczajacych do Hauptschule, co jak widac po przykladzie mojego dziecka niekoniecznie jest prawda.

 

W Niemczech obowiazuje rejonizacja, jednak jesli dziecko chce zmienic szkole na inna, to po rozmowie z dyrektorem moze to zrobic. (to zadna mordega, zwykla pogawedka). Moje dziecko otrzymuje ksiazki od momentu przyjazdu do Niemiec od szkoly, w ktorej sie uczy, nie place za nie. Inne pomoce naukowe sa juz w szkole, wiec takze nie musze sie o nie martwic. Jedyne rzeczy, ktore oczywiscie naleza do mnie to zeszyty, piora, olowki itp. Nic niezwyklego. To, jak poradzi sobie uczen bez znajomosci jezyka, zalezy tylko od niego i jego rodzicow. Moje dziecko nie znalo ani slowa po niemiecku, wyjechalo w 6 klasie podstawowej polskiej. Alktualnie po niemiecku mowi i pisze praktycznie jak rowiesnicy.

 

Dlaczego zalezy to od rodzicow? Bo jesli dziecko po powrocie do domu siedzi w nim i oglada polska telewizje, to raczej nie ma szans na osluchanie sie z jezykiem. Wiec polska tv i calodniowe internetowe kontakty jedynie po polsku odpadaja. Mozna zapisac dziecko do jakiegos kolka, czy na zajecia sportowe, zeby jak najwiecej czasu spedzalo w towarzystwie dzieci niemieckich. Szkola w pierwszym roku nauki mojego dziecka przydzielila za darmo w dodatkowych godzinach a takze w niektorych godzinach lekcyjnych 2 nauczycieli, 2 x w tygodniu (oczywiscie Niemcow bez znajomosci polskiego), rok pozniej szkola dostala fundusze na otwarcie dodatkowej klasy IVK (International), gdzie dodatkowo na lekcje uczeszczaly dzeci imigrantow z panstw UE (i spoza), ktore wlasnie przyjechaly do Niemiec. Wlasciwie dla mojego dziecka klasa IVK juz po 1 roku nie byla potrzebna. W duzej mierze to, jak bardzo zechce pomoc szkola w doksztalceniu dziecka zalezy od dyrekcji i wychowawcy, czyli dobrej woli, czasem wystarczy zapytac, bo to bardzo otwarci na pomoc, mili ludzie.
http://www.blogger.com/profile/13765571216947024052
Jak wiemy szczecinianie masowo wykupują domy po niemieckiej stronie granicy. Są radnymi w niemieckich miasteczkach, ich dzieci chodzą do niemieckich szkół i przedszkoli. W ten sposób pomagają instytucjom przetrwać na terenie, który jeszcze niedawno szybko się wyludniał. Jak układają się sąsiedzkie stosunki?
Gdy się przeprowadzaliśmy, większość naszych znajomych pytała, czy się nie boimy. Ale czego? Tego, że to są Niemcy? Pokutują w nas zaszłości historyczne, że może nas skrzywdzą, napadną, że tu może mieszkają naziści – wspominają.
http://www.polskieradio.pl/9/325/Artykul/1223905,Polacy-w-Niemczech-Znajomi-pytali-czy-sie-nie-boimy
Koniec cytatów z internetu.

Oczywiście że znam odpowiedzi tak jak i bezpośrednio wypowiedzi znajomych ale dyplomatycznie na polskich   portalach blogerskich unikam kontrowersji ,która przestają być aktualne 122 metrów za Nysą.

Dodam że rodzice z Polski,mieszkający w Polsce ,którzy wysyłają polskie dzieci do niemieckich szkół są bardziej zamożni lub mniej zapomożni.Spotkałem rodziców z Polski milionerów ale i ze  statystyczną pensją w Polsce.Poznałem rodziców z jedynakiem ale i rodziców z 5-7 skarbami.

 

Oni mieszkają w Polsce ale ich dzieci są w przedszkolach lub w szkolach podstawowych w Niemczech.Po godzinie 14-15.00 a nawet o 17.00 rodzice odbierają swoje dzieci i wracają z dziećmi do Polski.Dzieci muszą mieć własne śniadanie.Otrzymują bez opłat mleko w dużej przerwie(od 0,5 do 1 litra) a obiad w stołówce dla  dzieci kosztuje 1 Euro,do wyboru.Czasami 2 Euro.Jadłospis otrzymują rodzice raz w miesiącu i muszą dla swoich skarbów wybrać odpowiedni obiad wraz z deserem.Dla rodziców mniej zamożnych zamieszkujących w Polsce wraz z dziećmi dla dzieci są specjalne ulgi i dotacje.Nauka trwa od poniedziałku do soboty.Ferie jesienne,zimowe czy letnie są oczywiście jak w Brandenburgii.

 

Dodam że rodzice dojeżdzają nawet z Zarów.Codziennie jadą z Polski nawet autobusem lub pociągem z miesięcznym biletem ulgowym dla dziecka,który jest pokrywany przez…oświatę w RFN.Uczniowie powracający z zagranicy oczywiście mają najwięcej problemów z historią. Obecnie z dokształcania korzysta 12 tys. dzieci – mówi Elżbieta Korwek z Zespołu Szkół dla Dzieci Obywateli Polskich Czasowo Przebywających za Granicą.

Co łączy  rodziców oprócz  troski o przyszłość  dzieci?

Dlaczego brakuje inwestycji dla oświaty w Polsce?

Dlaczego polskie władze na taką sytuację się zgadzają?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s